Nowy Jork był miastem moich marzeń — dopóki się tam nie przeprowadziłem — Dobry handel

Wyjechałem z Nowego Jorku na brzeg pierwszego ciepłego dnia.

Pociąg jadący na północ od Penn Station leci wzdłuż wybrzeża, jakby nieustannie próbował pokonać zachód słońca. Nawet w środku wieczoru pociąg jedzie z pewną nadzieją, że wyprzedzi dzień, że złapie słońce, zanim schowa się za horyzontem. Właśnie to poczucie nadaje się do poczucia młodości i dziecięcej skłonności, by wierzyć, że niektóre rzeczy trwają wiecznie. A może po prostu poruszanie się wzdłuż wybrzeża wywołuje we mnie nostalgię.

Dorastając spędzałem lato na Cape Cod, odwiedzając moich dziadków. To miejsce, które kojarzy mi się z pewną swobodą, której nigdzie w Nowym Jorku nie znalazłem, pewnym szczęściem, którego nigdzie nie znalazłem dorosłości i z radością przyjąłem okazję, aby spróbować odzyskać te rzeczy, ponownie odwiedzając piaszczystą ziemię, z której wyrosły w ten ciepły dzień w wiosna.

W dzieciństwie pływam na płyciznach oceanu na grzbiecie napompowanego aligatora, ubrana w jasnoniebieski kostium kąpielowy w jaskrawoczerwone wiśnie. Moje włosy są krótkie, kręcone i lśnią w słońcu czerwono-brązowymi odcieniami. Przytulając kolana do piersi, unikam dryfujących pode mną wodorostów, gdy dziadek popycha mnie po powierzchni morza. Jestem świadomy siebie tylko w odniesieniu do wody, chcę być blisko niej, na niej, nie pozwalając, by mnie obmyła. Nie jestem jeszcze świadoma wszystkich sposobów, w jakie moje ciało i osoba w nim zawarte nie służą mi. Nie chcę być nikim innym, chcę tylko nie dotykać wodorostów pływających na płyciznach, zanurzać się pod powierzchnią wody.

Dorastając w Nowej Anglii czas płynął powoli w kierunku lata. Zimowe dni kończą się wcześnie i nagle, zostawiając się w tyle o trzeciej lub czwartej po południu, jakby chciały jak najszybciej i najefektywniej przesunąć sezon. Niemniej jednak dzieciństwo w Nowej Anglii przypominało przede wszystkim oczekiwanie na nadejście sezonu, który może nadejść lub nie, jak oczekiwanie na odpowiedź na pytanie retoryczne.

W okresach oczekiwania marzyłem o Nowym Jorku. Planowałam moją przeprowadzkę do miasta przez większą część dekady, odkąd po raz pierwszy odwiedziłam miasto około moich szóstych urodzin. W tamtych latach wpadłem na pomysł Nowego Jorku i osoby, którą tam będę, jak ktoś wyobrażający sobie niebo i romantyzujący życie po śmierci. Nowy Jork był moją religią i ogołociłem się z powodu ślepej wiary i wszechobecnego frazesu, że „znajdę się” gdzieś pośród jego brudnych, wysadzanych drapaczami chmur ulic.

Przeprowadziłem się do Lower East Side na Manhattanie u progu zimy, kilka miesięcy po ukończeniu college'u. Przybywając na Orchard Street na siedzeniu pasażera samochodu mojego ojca, mając na sobie workowate dżinsy i stary sweter, należał do mojej babci, pokryty dziurami od lat prania i noszenia, zacząłem przeprowadzać się do miasta mojego sny. Cokolwiek mówią, że jest największym dniem w twoim życiu, blednie w porównaniu z dniem, w którym poruszasz się w wyobraźni, wkraczasz w osobę, którą myślisz, że będzie i idź naprzód.

W Nowym Jorku wyobraziłam sobie, że przymierzę swoje wersje tak, jak przymierza się sukienki, aby przygotować się do ich ślubu. W snach kości wystają mi ze skóry, ciało pokryte jest serią małych, cienkich tatuaży, włosy opadają bez wysiłku i nie puszą się, piegi pokrywają grzbiet nosa. W jednej wizji jestem zakochany; w innym jestem pisarzem; w innym przestałem pić. W innych wizjach mam grupę przyjaciół i mieszkanie wypełnione eklektycznymi meblami, które upuściłem gdzieś na Brooklynie. Albo, alternatywnie, nie rozmawiałem z nikim od tygodni i wygrzewam się w zaciszu własnego towarzystwa. W niektórych jestem opalona, ​​a tłem wcale nie jest Nowy Jork, ale jakieś niezidentyfikowane miasto na wybrzeżu Kalifornii, a w oddali słyszę szum oceanu.

Kiedy po raz pierwszy otworzyłam drzwi do swojego mieszkania, małego trzypokojowego w przedwojennej kamienicy, spodziewałam się, że jedna z tych wersji na mnie czeka. Ale nasze mieszkanie było puste i zacząłem je wypełniać mieszanką rzeczy, które trzymałem ze wszystkich miejsc, które nazywałem domem: skrzynia z naszego strychu, który należał do mojej mamy, dywan z mojego studenckiego mieszkania, białe prążkowane naczynia z domu moich dziadków na Przylądku Dorsz.

Kiedy przybyłem na wybrzeże tuż przed szóstą tego ciepłego wiosennego dnia, słońce powoli i subtelnie zbliżało się do horyzontu, jakby nie zwracało na siebie uwagi. Właśnie wtedy uświadomiłem sobie źródło mojej nostalgii. Spodziewałem się, że ją tam zastanę, tę wersję, którą zostawiłem unoszącą się na mieliźnie, tak jak spodziewałem się ją znaleźć w Nowym Jorku, wersję siebie, którą sobie wyobrażałem. Ale patrząc na pustą linię brzegową, wiedziałem, że została wyciągnięta na morze, złapana w pęd zmian.

Nie jestem osobą, którą kiedyś byłam, ani taką, jaką myślałam, że będę, i nie znajdę ich nigdzie indziej niż w moim umyśle. W Jean-Paul Sartre powiedział: „Możemy dojść do wniosku, że rzeczywistość nigdy nie jest piękna. Piękno jest wartością odnoszącą się tylko do wyobrażonego i oznacza negację świata w jego niezbędna struktura.” Na początku miałam pretensje do Nowego Jorku za to, że nie mogłam dać mi takiej wersji siebie, jak ja chciał być. Myślałem o tym, gdzie jeszcze mógłbym się przenieść, szukałem pracy w Los Angeles, Paryżu i na wybrzeżu Maine, wymyślałem ja, które istniały w tych miejscach. Potem zwróciłem swój gniew na okoliczności rzeczywistości, na granice skóry i czasu, które mnie związały.

Ale coraz częściej pogodziłem się z rzeczywistością, że rzeczy tracą swoje piękno, realne lub wyimaginowane, kiedy patrzymy na nie zbyt uważnie. Wystarczająco długo zwlekałem przed lustrem, które wisi przy drzwiach wejściowych mojego miejskiego mieszkania, nakładanie makijażu, przymierzanie strojów, szukanie kości, szukanie siebie, żeby wiedzieć, że to wszystko ja Dostawać. Myślę, że ten punkt, czy to akceptacji, czy ustępstwa, jest punktem, w którym kończy się niewinność. Punkt, w którym patrzymy na nasze wyobrażenia o tym, jak rzeczy powinny być i jak mogą być ze zbyt bliskiej odległości, ujawniając pewną prawdę, której inaczej nie moglibyśmy zobaczyć. To dystans rozczarowania i punkt, z którego nie możemy się cofnąć.

Objaśnienie Marsa w Skorpionie

Mars to planeta, która rządzi naszym popędem i pożądaniem, także o charakterze intymnym. To nie to samo, co romans, ponieważ Wenus ma władzę nad tym obszarem. Jeśli na wykresie astrologicznym znajduje się Mars w Skorpionie, ta potężna energia wpły...

Czytaj więcej

20 sposobów na stwierdzenie, czy jest damą

Kari nauczyła się być damą od swojej matki. Jest taktowna i uprzejma.Czy ona jest damą?pexels.com Edytowane przez Kari PoulsenRafinowanyDefinicja: Oczyścić z tego, co ordynarne, wulgarne lub poniżające; uczynić eleganckim lub kulturalnym. (Słownik...

Czytaj więcej

Czy rozwód stał się epidemią?

Linda (Kaywood) Bilyeu jest autorką publikacji. Jej książki są dostępne na Amazon. Pisze z głębi serca – nie ma innej drogi.Może żyję pod kamieniem, a może w bańce, ale co się dzieje z liczbą rozwodów? To jest poza wykresami! Nie mogę uwierzyć, il...

Czytaj więcej